Czytelnia

  1. Dekret afirmacyjny – Akceptacja i przebaczenie, poczucie siły

Akceptuję siebie i to, jaki jestem. Patrząc na siebie mogę odczuwać przyjemne, pozytywne myśli i odczucia. Jest mi dobrze, gdy przebywam sam ze sobą. Przebaczam sobie, że jest mi tak ciężko i źle. Przebaczam sobie, że gdy nawet się staram i bardzo chcę zmian, ponoszę porażki. Pozwalam sobie na nowo dostrzec, że mogę akceptować i szanować siebie pomimo moich doświadczeń. Rozumiem, że mogę popełniać pomyłki i przyczyniać się do swego cierpienia. Rozumiem, że mogę dokonywać złych wyborów, które mi się nie opłacają. To naturalne, kiedy uświadamiam sobie, że robię wszystko najlepiej jak potrafię. Dostrzegam, jakie naprawdę są tego efekty na trzeźwo i przytomnie. Przebaczam sobie, że cierpię, że czuję się jak nieporadna ofiara. Przebaczam sobie, całą nienawiść do siebie.

Uświadamiam sobie, że zawsze działam na miarę moich możliwości.

Przebaczam sobie, że nie potrafię reagować. To w porządku, gdy nie mogę sobie z tym poradzić. Uświadamiam sobie wszystkie emocje, które czuję do siebie, gdy nie mam już sił, gdy już nie daję rady. Widzę jak bardzo się staram i ile sił wkładam w to, aby było mi lepiej.  Cenię siebie pomimo tych wszystkich niepowodzeń. Cenię siebie za to, że jestem. To nic, że wszyscy udowadniają mi, że jestem do niczego i że nic nie potrafię. Szanuję siebie pomimo całej tej nieporadności i wysiłku, jaki wkładam w moje działanie. Przebaczam sobie, że często nie wiem, co robić i jak się zachować. Wiem, że to w porządku, gdy nie zawsze wszystko wiem i nie ze wszystkim sobie radzę. Mam prawo się uczyć i mam prawo nie rozumieć. To bezpieczne, gdy poznaję nowe osoby i sytuacje. Mogę ufać sobie i szanować siebie nawet, gdy nie spełniam swoich oczekiwań i wyobrażeń. Wiem, że mogę się zmieniać w swoim własnym tempie i to jest w porządku.  Mogę się czuć z tym bezpiecznie i niewinnie. Pomimo, że czuję się uzależniony od moich bliskich, od moich znajomych i nie czuję się swobodnie z moim smutkiem, żalem i pretensjami do siebie, to i tak zauważam powody, dla których mogę siebie polubić. To nic, że tak często trwam w odrętwieniu, niechęci i braku działania. Rozumiem, że jest to powodowane moim cierpieniem i emocjami. Pozwalam sobie dostrzec, jakie to emocje, by poznać je z korzyścią dla własnego uzdrowienia. Pozwalam sobie poczuć i szanować to, co się we mnie pojawia, akceptuję te odczucia i obrazy.

Uświadamiam sobie powody, dla których tak się dzieje. Wybieram inny sposób myślenia o sobie. Wybieram teraz pozytywne myśli i pozytywne nastawienie do siebie, do mego życia. Pozytywne myślenie coraz bardziej mi się opłaca. Gdy przebaczam sobie wszystkie presje i wysiłek, jaki wkładam w moje działania, to czuję się swobodniej, lepiej i przyjemniej. Pozwalam sobie uwierzyć i sprawdzić, że to faktycznie na mnie działa i mi pomaga. Przebaczam sobie, że przestałem wierzyć w pozytywne efekty mojej pracy i uzdrowienia. Teraz na nowo dostrzegam inne, lepsze możliwości i pomysły na życie. Pomimo, że czuję się nieszczęśliwy, niezaradny i tak bardzo niespełniony w moim życiu to i tak mogę poczuć, że istnieją lepsze możliwości. Uwalniam się od presji i chęci udowadniania sobie, że jestem beznadziejny. Pozwalam sobie dostrzegać i doceniać nawet najmniejsze efekty moich kreacji. Mam świadomość, że każdy mały sukces przybliża mnie do czegoś jeszcze lepszego, niż mam teraz.

To bezpieczne dla mnie, gdy moje marzenia stają się rzeczywistością. Przebaczam sobie cały wysiłek i upór, jaki wkładałem w trwanie w tej sytuacji bez wyjścia. Daje sobie prawo do tego, aby spróbować żyć Inaczej. Daję sobie prawo do tego, aby dostrzec, i wybrać nowe sposoby działania na trzeźwo i przytomnie. Daję sobie prawo do tego, aby dostrzec nowe możliwości tu i teraz. Mogę działać z korzyścią dla siebie, i mojego samopoczucia. Zasługuję na to, aby odkryć coś innego, niż do tej pory. Moje nowe wybory są całkowicie niewinne, bezpieczne i korzystne dla mnie. Wiem, że nawet, gdy żyłem w sposób, który mnie ograniczał, mogę czuć się w porządku i miło ze sobą. Przebaczam sobie wiarę w to, że moje działania i myślenie nie przynoszą żadnego rezultatu. Przebaczam sobie doświadczanie całej tej bierności i niepowodzenia w moim życiu. Akceptuję to, że nie zawsze radzę sobie z negatywnymi emocjami i niepowodzeniem. Od tej pory uświadamiam sobie, że warto doświadczać czegoś innego, niż tylko utrata nadziei. Wiem, że moje życie i moje działanie zależą ode mnie. Wiem, że to ode mnie zależą moje sukcesy, a we wspierającym mnie środowisku łatwiej je odnoszę.

Uświadamiam sobie, więc, że od teraz mogę wybrać lepsze towarzystwo, lepsze sytuacje. Już teraz rezygnuję z całego wysiłku, podtrzymywania niezadowolenia, bólu i niespełnienia. Uświadamiam sobie całą wiarę w brak poczucia wpływu na moje życie. To bezpiecznie, gdy zamieniam wiarę w niepowodzenie na wiarę w sukcesy i pozytywne efekty moich działań. Doceniam najmniejsze moje osiągnięcia. Ugruntowuję tym samym moją skuteczność i umiejętność wprowadzania zmian. Pomimo, że często upieram się, aby widzieć świat poprzez swoje wyobrażenia i zaślepienia to od tej chwili rezygnuję z okłamywania siebie. Uświadamiam sobie sposoby, w jakie się samookłamywałem, gdy nie widziałem wszystkiego na trzeźwo i przytomnie. Uświadamiam sobie sposoby, jaki e się samookłamywałem, w jaki podtrzymywałem iluzje.

Rezygnuję z ucieczki od moich prawdziwych marzeń i odczuć. Rezygnuję z wiary w to, że to, o czym marzę nie ma znaczenia. Uświadamiam sobie cały lęk przed porażką i niechęć do zmian. Widzę, że jedynie uwierzyłem, że mi na niczym nie zależy. Widzę, że jedynie wmówiłem sobie z lęku przed porażką, że to jest bez sensu. Widzę jak bardzo uciekam od tego, co naprawdę czuję. Rozumiem, że lekceważenie z lęku moich potrzeb i planów nie jest dla mnie korzystne. Zamiast tego wybieram szanowanie moich potrzeb i marzeń i jestem z tym bezpieczny. To bezpieczne, gdy na trzeźwo i przytomnie uświadamiam sobie, czego pragnę i o co mi chodzi. Sam mogę decydować o moich planach życiowych. To w porządku, gdy mam własne zdanie i własne plany. Sam wiem, co jest dla mnie najlepsze. Przebaczam sobie cały paraliż decyzyjny, jaki odczuwam przy działaniu.

To bezpiecznie, bym mógł postrzegać sytuację na trzeźwo i przytomnie. To bezpieczne, abym mógł postrzegać świat, jako sprzyjający mi. Rezygnuję z tłumienia moich potrzeb, aby uzyskać akceptację innych. Moje życie ma głęboki sens i wartość. Doceniam moje życie i sposób, w jaki chcę się realizować. Pozwalam sobie widzieć sens w prostych czynnościach oraz osiągnięciach. Przebaczam sobie, że uwierzyłem jak bardzo życie jest bezsensu.
Przebaczam wszystkim, którzy utwierdzali mnie w tej wierze. Już teraz mogę korzystać z owoców moich najlepszych zmian. Rozumiem, że wszystkie one są potrzebne, abym mógł znaleźć się w tym miejscu, w którym chcę być. Przebaczam rodzicom, znajomym, wszystkim tym, którzy odbierali mi motywację i zniechęcali do tego życia. Teraz wiem, że to ode mnie zależy realizacja wszystkich moich planów i marzeń.

Przestaję trzymać się niekorzystnych dla mnie związków i sytuacji, a tym samym niepotrzebnie cierpieć. Wybieram inspirujące mnie towarzystwo, które rozpoznaje moje talenty oraz zdolności. Zasługuję na to, aby inni motywowali mnie do wszystkich pozytywnych zmian. Mam prawo do tego, co najlepsze. Mogę uczyć się nowych umiejętności i czerpać z tego pozytywne inspiracje na więcej sukcesów. Przebaczam wszystkim, którzy się mnie wstydzą i nie doceniają. Przebaczam sobie, że daję im powody do takiego traktowania. Dostrzegam coraz więcej zalet, dla których mogę cieszyć się z życia i z inspirujących mnie kontaktów. Przebaczam sobie, że wciąż pozwalam na zachowania, które utwierdzają mnie w poczuciu niższej wartości. Uświadamiam sobie wszystkie zakazy, nakazy, jakie sobie narzucam, aby nie móc doświadczać szczęścia, bogactwa i miłości. Przebaczam sobie, prowokacje innych do litości, odrzucania mnie i podkreślania mojej bezradności. Przebaczam sobie, że do tego prowokuję, że przymuszam innych do widzenia mnie, jako ofiarę i nieudacznika.

Uświadamiam sobie wszystkie moje odczucia w ciele i reakcje tu i teraz. Wiem, co dokładnie czuję, gdy doświadczam skutków moich emocji i myślenia na trzeźwo i przytomnie. Pozwalam sobie patrzeć na to, co czuję, na trzeźwo i przytomnie. Mogę, chcę i potrafię odczuwać moje ciało, moje reakcje w ciele z całkowitą trzeźwością i przytomnością. Akceptuję wszystko, co się pojawia. Wiem, że znieczulenie już mi sie nie opłaca. Otwieram się na przytomną ocenę samego siebie i już teraz widzę skutki moich działań. To w porządku, gdy odczuwam emocje w odpowiedzi na to, co mnie spotyka. Uwalniam się od poczucia winy i przymusu karania samego siebie. Wiem, że nie muszę siebie karać za moje wybory. Jestem niewinny i w porządku z tym, co doświadczam. Mam prawo do zmiany całego mojego życia i nastawienia bez oglądania się na innych. Już teraz jestem wolny od wstydu i zakłopotania, gdy wybieram inaczej, lepiej niż dotychczas. Pozwalam sobie na wiele prób i błędów na drodze do mojego kochanego, spełnionego życia.

Akceptuję i rozumiem, że inni mogą obserwować moje wysiłki i z nich szydzić. To nic, że mogą wyśmiewać moje próby. Uwalniam się od pogardy, wstydu, jakie odczuwam do siebie w momencie mojego działania. To w porządku, gdy uczę się i proszę o pomoc. To w porządku, gdy pozwalam sobie na samodzielne działanie i podnoszenie mojej samooceny. To w porządku i niewinne, gdy korzystam z pomocy innych. To w porządku i niewinne, gdy tak długi czas jestem uzależniony emocjonalnie. Przebaczam sobie ciągłe braki mojej motywacji, przebaczam sobie ciągłe powroty do poprzedniego stanu i emocji. Uwalniam się od zaślepienia, że jestem nieudacznikiem i że naprawdę nic nie robię, aby zmienić moje życie. Od teraz mogę zacząć myśleć o sobie lepiej, z większą wyrozumiałością i szacunkiem. Wiem, że moje działanie odzwierciedla moje myślenie o mnie samym. Pozwalam sobie, więc dopuścić myśli o moim sukcesie, o moim szczęściu, o moim spełnieniu. Zaczynam życzyć sobie jak najlepiej. Doceniam moje działanie i dotychczasowe próby zmiany życia. Pozwalam sobie na słabość, na doświadczanie emocji. Wiem, że kiedy jestem sam i pracuję ze sobą to jest to bezpieczne. Zawsze mogę znaleźć, odkryć miejsce, w którym jest spokój i cisza. Zaczynam dostrzegać proste przyjemności i sens działania. To w porządku, gdy pozwalam sobie na odpoczynek, rozluźnienie, oddech. Rezygnuję z walki oraz trwania w ciągłym napięciu. Wybieram zamiast tego trzeźwe, skuteczne działanie. Wybieram zamiast tego efektywne działanie i metody, które mi naprawdę pomagają. Mogę, chcę i potrafię z korzyścią działać dla siebie.

Mogę, chcę i potrafię pomagać sobie. Mogę, chcę i potrafię być swoim przyjacielem. Mogę, chcę i potrafię być po swojej stronie. Mogę, chcę i potrafię pokochać siebie takiego, jaki jestem. Pozwalam sobie polubić siebie wraz z tymi emocjami i doświadczeniami. Mogę, chcę i potrafię szanować siebie i swoje uczucia. Mogę, chcę i potrafię szanować swoje ciało takie, jakie ono jest. Rezygnuję z wysiłku udowadniania sobie, że nic na mnie nie działa, że nic mnie nie zmieni. Pozwalam sobie dostrzec, że można inaczej. Pozwalam sobie dostrzec lepszą stronę mojego życia. Rozluźnienie, spokój przychodzą do mnie z łatwością. Mogę czuć się naprawdę dobrze, kiedy sobie na to pozwolę. Mogę czuć się wyjątkowo dobrze, kiedy jestem pogodzony z sobą. To takie miłe i przyjemne, kiedy jest mi lekko i swobodnie w ciele. Pozwalam sobie na trzeźwo i przytomnie doświadczać przestrzeni i przepływu energii w moim ciele. Pozwalam sobie na wolność i swobodę w moim własnym ciele. Pozwalam sobie na zmiany, pozwalam sobie na coś korzystnego i wartościowego dla mnie. Akceptuję całą moją dotychczasową bezradność, żal i niepowodzenie. Czuję, że od tej pory wszystko jest w porządku. Od tej pory wszystko mi sprzyja i działa dla mojego uzdrowienia. Od tej pory jestem na dobrej drodze. Ufam, że dzieje się dobrze. Jestem na drodze uzdrowienia, uspokojenia, wyciszenia.

Otwieram się i przyjmuję już pełną harmonię w swoim ciele, umyśle i sercu. Od tej pory przepełniam się miłością, pogodzeniem z sobą, akceptacją tego, co było i z przyzwoleniem na to, co, będzie. Mam same pozytywne wizje mojego życia, czuję się bezpiecznie i spokojnie na myśl o nich. Jestem od teraz człowiekiem wyciszonym, rozumiejącym swoje emocje i odczucia. Dzięki temu zauważam siebie, swoje potrzeby i odnoszę sukcesy. Otrzymuję zawsze coś lepszego niż jestem w stanie sobie wyobrazić.

 

Zgadzam się na to w pełni. To naturalne, gdy odczuwam wewnątrz siebie światło, mądrość i moc. Ufam sobie. Wiem, że mogę wybierać z najwyższą korzyścią dla siebie.

 

2. Emocje i konflikty emocjonalne

Emocje, emocje…
Każdego dnia fale emocji zalewają nasze życie i często nie potrafimy rozpoznać dlaczego i skąd się pojawiają. Wielokrotnie słyszałeś, że „emocje są złym doradcą”, „spójrz na to chłodno, bez emocji”. Czy to jest możliwe? Skoro tyle problemów emocjonalnych głównie z dzieciństwa pozostaje nierozwiązanych – to tym więcej nawyków i reakcji uaktywnia się w dorosłym życiu codziennym. Nie jest możliwym, aby pozbyć się emocji nie rozumiejąc ich. Można je stłumić, ale będzie to tylko tłumienie, bo problem przyjdzie pod inną postacią. Czy istnieją emocje pozytywne i negatywne? W jaki sposób odróżnić te korzystne od toksycznych, zatruwających życie, niszczących związki i relacje w pracy? Często myślisz o emocjach jako o złych impulsach, przed którymi nie powstrzymałeś się, a które doprowadziły cię do sytuacji, których teraz żałujesz?

Przybliżmy zatem czym są emocje.

Emocje jako bardzo indywidualne i subiektywne odczucia, mają swoją nieocenioną funkcję w codzienności.

• informują o tym, co się z Tobą w danej chwili dzieje, czyli jak przeżywasz i jakie ma dla Ciebie znaczenie to, co obserwujesz.
• są źródłem informacji o świecie
• pokazują co jest dla Ciebie istotne w danym momencie.
• przypominają Ci o tym, że jesteś zmęczony, że potrzebujesz odpoczynku lub zmian
• motywują w kierunku działania
• pozwalają komunikować się z innymi i budować relacje
• rozwijają silną osobowość jeżeli mądrze z nich korzystamy

Uświadom sobie, że każda emocja czemuś służy i ma głębszy sens.

Każda jest potrzebna, a nawet niezbędna, nie chodzi o to, abyś stał się pusty emocjonalnie i bezbronny. Traktuj emocje jako przyjaciela, dzięki któremu możesz coś ważnego zrozumieć. Istnieją emocje podstawowe, wrodzone, które przejawiają wszyscy ludzie takie jak: złość, smutek, lęk, radość, wstręt i zdziwienie. I każda z nich jest informacją o czymś.

Złość – często informuje, że twoje granice zostały przekroczone, pomaga zmobilizować siły i zareagować kiedy dzieje się coś nieodpowiedniego lub zagrażającego.

Smutek – jest impulsem do refleksji, dzięki niemu możesz zatrzymać się na chwilę i dokonać refleksji nad własnym życiem, pokazuje, że czas na zmiany. Pomaga godzić się ze stratą bądź żałobą.

Strach– chroni przed niebezpieczeństwem i mobilizuje do ucieczki, może wskazywać wiele ukrytych problemów emocjonalnych

Radość – mobilizuje, poprawia nastrój, buduje relacje z innymi ludźmi

Zdziwienie – powoduje fascynację światem, mobilizuje do nowych poszukiwań, rozwiązywania dylematów, problemów

Wstręt – daje informacje o psychologicznych i fizycznych truciznach, sytuacjach w których nie chcemy przebywać.

.

.
Problemem stają się te emocje, które przybierają postać silnych, utrwalonych konfliktów emocjonalnych, które stosujesz na skróty w poradzeniu sobie z rzeczywistością i najczęściej w sposób niepasujący do sytuacji. To te wszystkie problemy, nawyki, sposoby reagowania, które obserwowałeś całe życie, a które działają na Twoje życie destrukcynie. Tego warto się pozbyć i to warto przeanalizować. Mamy inne doświadczenia, wyrośliśmy w różnych domach, środowiskach, otoczeniu i to nas różnie ukształtowało. Dlatego też praca nad toksycznymi emocjami to indywidualne rozpoznanie, a często również proces długiej psychoterapii w którym zamienia się „ciągnące w dół” emocje na te zdrowe i motywujące takie jak zadowolenie, radość, poczucie spełnienia, zasługiwania czy też poczucie bezpieczeństwa. Zazwyczaj z emocjami obchodzimy się na dwa sposoby – tłumimy je co jest procesem świadomym lub wypieramy co jest procesem najczęściej nieświadomym dziejącym się pod wpływem silnego przeżycia bądź traumy. Nieprzyjemne odczucia i emocje są po prostu nieprzyjemne i nie sądzę, abyś miał problem w ich rozpoznaniu – tego nie chce się doświadczać.

 

Zdarzają się jednak ludzie, którzy z destrukcyjnych emocji czerpią siłę i nakręcają się nimi wciągając w to innych. To powoduje zawiłe relacje rodzinne, partnerskie, wzajemną sieć uzależniania się od silnych doświadczeń z których ciężko wyjść – ponieważ często z braku pozytywnych przykładów niewiadomo czym to wszystko zastąpić. Funkcjonujemy więc w swoim emocjonalnym kociołku nie wierząc, że da się z tego wydostać, ponieważ przyzwyczajenia stanowią silniejszą stronę medalu.

 

„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym będzie ono kierowało Twoim życiem a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem”. C.G.Jung

 

Czy te słowa brzmią znajomo? Toksyczne emocje tworzą łańcuch reakcji, którym poddajesz się bez głębszej analizy, a na dodatek wierzysz, że tak musi być. To co powoduje przykre skutki na co dzień, co jest powtarzalne, destrukcyjne, ten silny wstyd, poczucie winy, smutek, poczucie odrzucenia – to jest to co nie jest Ci z pewnością potrzebne do szczęścia. Emocje są naturalną, indywidualną odpowiedzią na to, co się dzieje w Twoim otoczeniu i tego jakie temu nadajesz znaczenie. Nie są ani złe, ani dobre, one po prostu są. Każde emocje mają swoje znaczenie i funkcje, ale to nie znaczy, że wszystkie nam służą i wpływają dobrze na nasze ciało i umysł. Aby przekroczyc te ograniczające i trudne emocje trzeba je najpierw zrozumieć i zaakceptować, tylko w ten sposób da się pójść na przód i zrozumieć sens jaki ze sobą niosą. Dlatego warto umieć je w sobie rozpoznawać, nazywać, rozumieć skąd się biorą i korzystać z nich z korzyścią dla siebie na przykład budując zdrową samoocenę. To cały proces uczenia się na błędach i wychodzenia z trudnych nawyków emocjonalnych w kierunku szczęścia, poczucia zadowolenia i przytomnego postrzegania świata. Często jest to proces bolesny i trudny, bo uświadomienie bywa bolesne. Pozbywanie się złudzeń i dojrzenie prawdy bywa trudne, ale z perspektywy czasu opłaca się – lepiej doświadczać prawdy niż ciągle trwać w kajdanach własnych iluzji i liczyć na cuda tam gdzie są one niemożliwe.

Bywają takie związki w których emocje są na porządku dziennym. Emocjonalne szantaże i przepychanki to chleb powszedni i normalność z jaką reagują wobec siebie partnerzy. Takie sytuacje powtarzają się również w pracy. Nikt nie myśli nad tym, że mogłoby być inaczej, ponieważ tak bardzo są przyzwyczajeni do emocjonalnego sponiewierania, zdołowania i wzajemnej wrogości, że nie wyobrażają sobie innego życia. Jako dzieci zamiast uczyć się korzystać z dobrodziejst emocji, uczymy się często je tłumić, wypierać lub udawać – przed innymi lub przed sobą – że nie są potrzebne, że są inne niż są w rzeczywistości, albo że nie istnieją w ogóle. Chaos emocjonalny narasta i w rezultacie jako dorosła osoba możesz nie umieć radzić sobie ze swoimi najtrudniejszymi problemami. Tłumisz wszystkie emocje, a to odbija się na stanie zdrowia i psychice. Jeżeli są Ci znajome takie stany jak – ból głowy, kręgosłupa, trudności ze snem, koncentracją, ciągłe zmęczenie, wymioty, przewlekły stres, wypalenie zawodowe lub nawet inne cięższe dolegliwości, to znaczy że coś jest nie tak i przed czymś ważnym uciekasz.

Być może jest jeszcze inaczej i dajesz upust wszystkim swoim emocjom krzywdząc siebie i swoich najbliższych, niszcząc relacje w pracy i życiu rodzinnym. Pamiętaj o tym, że wszystko ma swoje granice, Ty również. Kiedy ta granica zostaje przekroczona wybuchasz, aby chociaż na chwilę poczuć się lepiej i lżej. Czasami wystarczy Ci niewielki nieistotny impuls, który nie jest związany z sytuacją – to wystarcza, aby rozpętało się emocjonalne piekło. Dla chwilowej ulgi jesteśmy w stanie zrobić bardzo wiele, często nawet zachować się nieracjonalnie. W ten sposób wykształcamy w sobie sposoby, ścieżki postępowania ze sobą, innymi ludźmi, zachowujemy się w taki sposób, który uznamy dla siebie za najlepszy. Generalnie im więcej silnych emocji tym mniej przytomnie postępujesz i możesz nawet nie dostrzegać jak bardzo niszczysz sobie życie. Pomimo tego, że emocje się silnie wylewają główna przyczyna, problem pozostaje nierozwiązany – więc balon z emocjami wkrótce ponownie się zapełni.

Bez względu na to jak postępujesz problem istnieje i warto, abyś go zauważył zanim posypie się twoje życie, a ty będziesz bezpowrotnie zmierzał w kierunku toksyczności. Nie chodzi o to, abyś pozbył się wszystkich emocji. Duże znaczenie ma to, czy pozbędziesz się silnych konfliktów emocjonalnych i reakcji, które są uciążliwe, a które powodują, że zachowujesz się być może nieracjonalnie i nieadekwatnie do wielu sytuacji. Zadaj sobie pytanie czy lubisz ten chaos emocjonalny? czy wolisz i preferujesz życie, które pełne jest smutku, żalu, poczucia winy, pretensji czy też życie w którym wiele jest zadowolenia, radości i motywacji? Większość trudnych emocji ma swoje korzenie w dzieciństwie i próba ich uzdrowienia bywa czasłochłonna i uciążliwa, trzeba bowiem przewartościować swoje życie, system wartości i osobowość. Odczuwając trudne emocje, nie walcz z nimi, tylko daj sobie kilka chwil na odczucie ich w pełni i zrozumienie.

Jak je czujesz?

Co Ci mówią?

Co możesz z nimi zrobić?

Do kogo to należy?

Czy chcę tak żyć i postępować?

Znalezienie odpowiedzi na te pytania sprawi, ze odczuwane trudne emocje będą czymś bardziej zrozumiałym i łatwiej będzie Ci od nich przejść do innych, przyjemniejszych.

 

3. O relacji kat – ofiara w relacjach i rodzinie

Aby istniał kat musi istnieć również ofiara. Obie strony nie istnieją bez siebie, są jak dwie połówki jabłka. Ktoś chce się nad kimś znęcać, a ktoś chce nieświadomie doświadczać odrzucenia i w taki sposób następuje uzupełnianie się na poziomie emocji i wyobrażeń. Sytuacja emocjonalna osoby doznajacej przemocy zawsze w jakiś sposób prowokuje do ataków z drugiej strony. Osoba doznająca przemocy, posiada pewne braki emocjonalne, którymi daje przyzwolenie na krzywdzenie siebie. Liczy się to co myślimy na swój własny temat. To co o sobie myślimy sprowadza na nas określone okoliczności, jedną z nich może być sposobność do ukarania siebie na przykład poprzez przyciągnięcie kata i stanie się ofiarą, aby za coś odpokutować. Poczucie winy jest najczęściej wyznacznikiem w jakim stopniu cierpimy z powodu syndromu ofiary. By móc wyzwolić się z toksycznych więzów i bycia ofiarą należy zrozumieć mechanizmy, które nie pozwalają na odbudowanie pozytywnego obrazu własnej osoby. Warto podnieść swoją samoocenę, która prowokuje do niewłaściwego traktowania przez innych oraz ugruntować w sobie przekonania o byciu kimś wystarczajaco dobrym, mądrym i zasługującym na to co najlepsze. To nie przychodzi łatwo. O wiele łatwiej jest nam krytykować samych siebie, aniżeli chwalić. Szczególnie jeżeli nikt nas tego nie nauczył. Kluczem do uzdrowienia swojej samooceny jest kochanie siebie, ale dla tych, którzy nie wyobrażają sobie tego istnieje zadanie nieco prostsze. Polubić siebie i zasługiwać na szacunek – to jest pierwszy etap, którego trzeba doświadczyć, aby względnie unormować relacje z innymi. Z przysłowiową ofiarą zetknąłeś się zapewne w czasach szkolnych, widziałeś jak jest traktowana przez innych, jak zachowuje się i odpowiada na ataki z zewnątrz. Istotne jest rozpoznawanie w samym sobie wzorców, które sabotują szczęśliwe i udane życie.

Jak wyobrażasz sobie kogoś, kto jest przysłowiową ofiarą?

Zapewne jest to ktoś, kto nie potrafi się bronić i pozwala przekraczać swoje granice w sposób naruszający godność, szacunek, prawo do nietykalności, szczęścia.

Ogólnie rzecz biorąc osoba, którą charakteryzuje syndrom ofiary ma bardzo zaniżoną samoocenę i pozwala innym sterować sobą. Samoocena to globalny wyznacznik tego jak myślimy o sobie. Składają się na to wyobrażenia o własnym ja”, o tym kim jestem i jaką rolę pełnię w społeczeństwie. Rozumienie jak jestem postrzegany, czy jestem kochany, akceptowany. To ogólne poczucie wśród ludzi”. To postawa względem siebie samego, która mówi o tym, czy siebie kochamy czy wręcz przeciwnie. Wpływa ona na nasz nastrój oraz na nasze zachowanie. Podstawą samooceny jest samowiedza, czyli opinie i sądy na nasz własny temat. Opinie osób dla nas ważnych, autorytetów kształtują naszą samowiedzę.
Samoocena kształtuje się w dzieciństwie. Nie znaczy to, że nie można jej potem zmieniać. Zmieniać można wszystko, tylko z właściwymi intencjami i zdrowym podejściem. Trzeba dokopać się do najgłębszych urazów, nawyków i sposobów reagowania, aby móc odbudować pozytywny obraz samego siebie. Jednak zmiana taka wymaga bardzo dużego wysiłku. Dlatego raz wykształcona samoocena, sprawia, że wszystko co robimy jest skierowane na podtrzymanie tego czego się nauczyliśmy. Najczęściej działamy nieświadomie i nie wiemy jak bardzo zachowanie jest wynikiem naszej samooceny. Bardzo dobrym sposobem na zmianę samooceny, jest stosowanie afirmacji i pozytywnego myślenia oraz terapii, które pomagają dotrzeć do sedna zranień i problemów. Bywają takie osoby, które mimo lat pracy nad sobą ciągle czują się mało wartościowi, niewiele im wychodzi i można powiedzieć, że zawiedli się na sobie. Zawodzenie się i utrata motywacji, szczególnie u tych osób, które od dłuższego czasu zajmują się rozwojem duchowym jest ostatnio dość częsta. Wynika to z tego, że zapominamy o zmianie naszych najgłębszych nastawień i nawyków z dzieciństwa i zbyt szybko próbujemy skakać na głęboką wodę. Zbyt wiele pragniemy i oczekujemy w stosunku do możliwości jakie posiadamy na dany moment. Aby coś wykreować i doświadczyć upragnionej rzeczy czy sytuacji musimy przejawiać dojrzałość do jej otrzymania. Nigdy odwrotnie. Zdarzają się tacy, którzy ryzykują wbrew temu co czują, stając na przeciwko swoim traumom i lękom. Osiągają sukcesy, przełamują swoje bariery, ale potem okazuje się, że ich sukces wiązał się z dużym stresem i wysiłkiem. Uważam, że na sam początek dobrze jest oswoić się z myślą, że każdy sukces i zmiana może przychodzić lekko i bez wysiłku. Drugą sprawą jest zasługiwanie i życzenie sobie coraz lepiej.
Na nasze zachowanie wpływa nasze własne poczucie kompetencji. Ludzie o niskiej samoocenie mają również małe poczucie kompetencji. Za to osoby charakteryzujące się wysoką samooceną, spostrzegające siebie jako skuteczne, zwykle oczekują także, iż odniosą pożądany sukces. Aby osiągnąć cokolwiek sensownego w rozwoju osobistym i duchowym, trzeba przynajmniej częściowo uzdrowić stosunek do samego siebie. Lubienie, akceptowanie i szanowanie siebie powinno być priorytetem w tej dziedzinie i również wtedy, kiedy celem staje się głębsze odbudowanie samooceny. Gdy samoocena jest wysoka, dużo łatwiej oczekiwać sukcesów i nastawiać się na szczęście. Osoba taka będzie często bierna i podatna na rozmaite sugestie. Zabraknie jej własnego zdania kiedy będzie miała postawić na swoim. O wiele łatwiej będzie jej dostosować się i przytakiwać, aby nie narazić się na odrzucenie. Poczucie, że wie się kim się jest, posiadanie własnego zdania i poglądów daje siłę do tworzenia swojej rzeczywistości. Kiedy wiesz kim jesteś i czego chcesz otoczenie nie jest w stanie cię zmanipulować. Osoba z syndromem ofiary będzie wysoce zewnątrzsterowna. To znaczy, że samodzielne podjęcie przez nią decyzji będzie wiązało się z dużym napięciem i niepewnością.
Jej stany emocjonalne będą zależne od nastrojów innych ludzi. Będzie ona wymagała ciągłych potwierdzeń swojej wartości, atrakcyjności i tego, że jest kochana. Ktoś, kto długo funkcjonuje w uzaleznieniu, bierności, jest podporządkowany innym – cierpi na depresję. Nie może realizować siebie, nie może spać, nie może działać, nie może być twórczy. Może jedynie działać tak jak chcą tego inni. Osoba z syndromem ofiary może i najczęściej tak jest -przejawiać stany depresyjne i zaburzenia emocjonalne z którymi na dłuższą metę sama sobie nie poradzi. Dlatego też wsparcie zaufanych osób przy pracy nad poprawą poczucia wartości oraz samopoczucia jest niezbędne.

Osoba z syndromem ofiary:

− Jest odizolowana społecznie, nie ma szerokich kontaktów społecznych

− Doświadcza nielogicznego częstego poczucia winy

− Podporządkowuje się innym i nie wie co to asertywna obrona własnych uczuć, emocji

− Doświadcza poczucia uzależnienia

− Ma poczucie niezasługiwania na coś dobrego

Jeżeli powyższe stany są Ci znane i masz poczucie cierpienia, napięcia z tego powodu…bardzo prawdopodobne, że na co dzień funkcjonujesz w syndromie ofiary. Przenosisz te wszystkie ciężkie emocje na ważne sfery swojego życia i nie panujesz nad tym.

Kat jest jednocześnie ofiarą, ponieważ również cierpi z powodu niskiej samooceny. Jak najkrócej scharakteryzować osobę w syndromie kata?

Jest to najczęściej osoba, która:

-Ma niską samoocena, nie nawiązuje głębszych relacji z innymi

-Jest wyizolowana i nie ma wysokich zdolności społecznych

-Może cierpieć na zaburzenia emocjonalne takie jak depresja

-Ma duże poczucie odrzucenia i przekonanie o swojej wyjątkowości

– Często ma rozmaite nałogi

-Nie kontroluje swojego gniewu

-Wszystko bierze na poważnie,nie ma dystansu do siebie

-Zrzuca odpowiedzialność za to co czuje i myśli na innych

-Terroryzuje poczuciem winy – stosuje różnego rodzaju przemoc

Aby istniał kat musi istnieć ofiara Kiedy ona sądzi, że świat ją skrzywdził, krzywdzi bądź może skrzywdzić, wchodzi w rolę ofiary. A będąc ofiarą zaczyna się rozglądać, gdzie jest ten, który musi istnieć, by istniała ofiara. Nieświadomie szuka kata. A gdy ten się znajdzie – oby się nauczyła, że ofiara jest katem samego siebie. Mechanizm kat – ofiara nie musi dotyczych jedynie skłóconych małżonków. To często relacja pomiędzy toksycznym rodzicem, a dzieckiem, lub zbuntowanym dzieckiem, a przestraszonym rodzicem czy także w pracy. Ten mechanizm przenosi się pokoleniowo, bo ktoś musi się na kimś mścić. Większość tych spraw dzieje się nieświadomie. Wszystko co powoduje przewklekłe cierpienie i choroby serca, umysłu jest głęboko nieświadome. Kat często myśli, że jest bardzo sprytny. Nie jest. Kat manipuluje w taki sposób, aby mógł uwolnić się od napięcia, oczyścić z poczucia winy za pośrednictwem kogoś słabszego. Tak naprawdę kat i ofiara to jedna osoba! Większa część ludzi na zmianę czuje się ofiarą i katem, aby wyrównać bilans emocjonalny. Dużo łatwiej przyznać się do tego, że jest się ofiarą aniżeli katem. To drugie o wiele częściej się wypiera ze świadomości, aby poczuć się lepiej. Jeżeli człowiek nie przepracuje swoich wzorców bycia ofiarą, nie da sobie wystarczająco dużo miłości – to poczucie krzywdy zamieni go w kata. Ludzie wychodzą często okaleczeni ze swoich rodzin, nic więc dziwnego, że w dorosłym życiu stosują przemoc i stają się agresywni. Na poczuciu krzywdy, skrzywdzeni chcą budować poczucie wartości, rządzić, dominować. Tylko dlatego, że w głębi serca nie czują się wystarczająco dobrzy, kochani i niewinni. Każdy z nas kojarzy wiele przykładów, w których mordercy, przestępcy wyrządzali komuś krzywdę tylko dlatego, że ich dom rodzinny nie dał im wystarczająco dużo miłości. Zamiast tego, ludzie ci wyrośli w poczuciu krzywdy i zemsty na kimś pośrednim.

Aby odkryć jak bardzo odnajdujemy się w roli kata, a jak w roli ofiary powinniśmy „rozbroić się” z silnych mechanizmów obronnych i zobaczyć prawdziwy obraz siebie. Podążając za Johnem Bradshaw „Jeżeli chcemy odnaleźć w sobie żywotne, cenne jądro własnego jestestwa, musimy zrezygnować z fałszywego, urojonego obrazu siebie, odrzucić mechanizmy obronne”. Niektórzy są doceniani za chęć odwetu oraz za prowokowanie konfliktów. Możemy wtedy powiedzieć, że „on nareszcie jest sobą, teraz to się odważył!”. Dużo trudniej jest powiedzieć po prostu przepraszam, lub zdobyć się na siłę, aby wyjaśnić nieporozumienia. Jeżeli znajdziesz w sobie siłę do przebaczenia – w tym również sobie, zamienisz krzywdę w cenne lekcje, to bardzo powoli ale uwalniasz się od przewlekłego bycia ofiarą. Gdy odbierzesz siłę destrukcyjnym emocjom, z wielu lat życia, nagle przestajesz wchodzić w rolę kata. Emocjonalne uniesienia nie są już tak istotne. Ofiarą jest zawsze ten kto został zaatakowany. Katem jest zawsze ten kto atakuje. Te role zazębiają się wzajemnie i jedna bez drugiej nie mogą istnieć. Kat może atakować jak wampir energetyczny, manipulować emocjami, strachem – nie musi tylko i wyłącznie stosować przemocy fizycznej. Gdy ktoś staje się wobec niego pasywny, zdominowany, żywi się jego energią pocieszając zbolałe emocje. Często mamy do czynienia z nałogowymi katami, którzy nie mogą przeżyć ani jednego dnia bez zasysania czyjejś energii poprzez manipulacje, krzyki, wzbudzanie poczucia winy, szydzenie. To staje się jak nałóg papierosowy, alkoholowy – udajemy, że wszystko jest ok, bo przecież ja jestem OK i nic złego się nie dzieje. Kat musi znaleźć sobie winnego, inaczej będzie czuł się źle ze sobą. Jego emocje wybuchną, rozsadzą go zanim zanim znajdzie obiekt do wyładowania się. Stąd coraz częstsze chroniczne napięcia oraz choroby powodowane brakiem wybaczania i trzymania uraz. Kat zawsze atakuje z bezsilności, nie może poradzić sobie z własnym cierpieniem, poczuciem niższości, smutkiem – musi komuś dowalić, w przeciwnym razie będzie skazany na skonfrontowanie się ze swoimi problemami.

W rodzinach bardzo łatwo o relację kat-ofiara. Szczególnie dlatego, że najczęściej nie ma dokąd uciec, a problemy emocjonalne są na tyle silne, że uniemożliwiają wyplątanie się z tego współuzależnienia. Wiele osób powtarza sobie „jestem niewinny, to on zaczął, on zawsze robi źle”. To bardzo osłabia i daje przyzwolenie na dalsze ataki, najczęściej ze strony dorosłego, który jest silniejszy i odporniejszy psychicznie niż dziecko. Dziecko jest świeże, niewinne i szczególnie gdy jest małe, nie rozumie co to znaczy atakować. Uczy się tego dopiero z czasem, gdy obserwuje rozmaite zachowania w rodzinie. Dorośli często nie rozumieją dlaczego dorastające dzieci zamieniają się w katów, stają się nieznośne, krzykliwe, zbuntowane. Taki rodzic rozpacza po kątach i zastanawia się: „dlaczego mnie to spotkało! Byłem taki idealny, całe życie pracowałem, starałem się!”. Szybko wychodzi na jaw, że dzieci nie stają się katami bez powodu, a rodzice idealni po prostu nie istnieją. Okazuje się, że takie dzieci były bite, ciągle strofowane, odrzucane, poniewierane emocjonalnie. Nic więc dziwnego, że rozpiera je energia gniewu, wściekłości pomieszanej z poczuciem krzywdy.

Wychodzę z założenia, że „każdy kiedyś musi, inaczej się udusi”. Tak samo jest w przypadku dzieci, które w jakimś okresie życia zaczynają uczyć się jak być sobą. Przecież nikt wcześniej im tego nie pokazał! Tylko nieliczne z nich, stają się katami z innych przyczyn niż niewłaściwe traktowanie w dzieciństwie. Niestety większa część cierpi również w życiu dorosłym z powodu upokarzania i bycia ofiara swoich rodziców. Bunt w takim przypadku jest bardzo zdrowy, ponieważ pozwala na rozbicie łańcuchów uzależnienia, krzywdy, stłumień, które nie pozwalają żyć. Relacja kat-ofiara ma to do siebie, że dąży do bilansu energetycznego. Wszystko się wyrównuje, zgodnie z poczuciem wyższej sprawiedliwości. Kat prędzej czy później sam siebie ukarze, jeżeli nie znajdzie się w okolicznościach, które zmuszą go do głębokiej zmiany. Wychodzi na to, że lepiej zabrać się do pracy za wczasu, zanim ktoś inny pokaże nam jak żyć, a co gorsza zrobi to w nieprzyjemny sposób 🙂

 

4. Siła wizualizacji i prawo przyciągania

Moc naszego umysłu jest wielka. Jednak dzisiaj mało kto docenia potęgę świadomego nastawienia. Codziennie korzystasz z twórczej mocy swojego umysłu, jednak najczęściej robisz to nieświadomie i tak naprawdę nie zauważasz jej efektów.

Wszystko to co dobre blokowane jest przez negatywne oraz czarne myśli, którym się poddajesz. Takie wizje prowadzą zazwyczaj do przykrych scenariuszy, na które jedynie narzekasz, nie dostrzegając własnego udziału w ich kreacji. W taki sam sposób, możesz wpłynąć na kreowanie naszych najskrytszych marzeń oraz celów. Wyobrażając sobie pozytywy i nastawiając się korzystnie, z miłością do życia zyskasz o wiele więcej aniżeli narzekając. Moc wyobraźni może przyciągnąć do twojego życia najpiękniejsze wydarzenia i zastąpić te najbardziej destrukcyjne, nawet jeżeli wydawało się to niemożliwe. Jak to się robi? Jak wizualizować, aby osiągnąć szczęście?

1. Obierz sobie cel, jakieś marzenie – coś co chcesz zrealizować bądź mieć. Musisz być systematyczny i robić to codziennie. Musisz mieć wtedy dobre nastawienie do siebie samego i otaczającego świata. Nie da się podejść do wizualizacji z wyobrażeniem – to niemożliwe. Z czasem przebijesz się nawet przez bardzo utrwalone schematy i poglądy, które Cię ograniczały. Po prostu zobaczysz, że to działa!

2. Wizualizacja to najprościej mówiąc wyobrażanie sobie czegoś namacalnie – doświadczając jednocześnie wrażeń dotykowych, wzrokowych lub słuchowych. Im bardziej coś czujesz, widzisz, słyszysz – im większą liczbę szczegółów określisz, tym większa szansa, że przyciągniesz to do siebie. Wizualizuj 5-10 minut dziennie, to na początek w zupełności wystarczy. Nie rozpraszaj się, nie przymuszaj do wizualizacji kiedy jesteś zmęczony, rozproszony lub masz obniżony nastrój. Do wizualizacji i modlitwy należy podchodzić z radością i poczuciem odprężenia. Wszechświat spełnia marzenia, musisz jedynie poczuć, że to możliwe.

3. Wyobrażaj sobie każdy możliwy szczegół. Czuj, dotykaj, smakuj, wyobrażaj sobie, że już masz upragnioną rzecz, lub jesteś w danej sytuacji. Musisz to widzieć, musisz wiedzieć czego chcesz, inaczej otrzymasz coś co będzie mieszanką twoich lęków i wyobrażeń. Rozbudź wyobraźnię na tyle, aby mieć wrażenie, że oglądasz film ze swoim udziałem. Systematyczność przyniesie dobre owoce, ale zaufaj, że tak właśnie będzie. To co o sobie myślisz, to czego oczekujesz mówi o tobie, sprawia, że jesteś tym kim jesteś. Dlatego też, myśl pozytywnie, wyobrażaj sobie pozytywne rzeczy na swój temat, a twoje życie zacznie poprawiać się w każdej dziedzinie. Doświadczysz jego innej jakości.

4. Podczas wizualizacji czuj takie emocje, które towarzyszyłyby ci w sytuacji zrealizowanego marzenia. Dajesz sobie prawo do radości, dopiero gdy będziesz bogaty? Na takiej zasadzie ciągle będziesz gonił za pieniędzmi. Czuj radość, pewność siebie, godność już teraz, a twoje marzenia staną się rzeczywistością. Uczucia i emocje wzmacniają wszystkie myśli, dlatego to takie istotne.

5. Jeżeli nie jesteś w stanie widzieć, wyobrażać sobie – odczuwaj. Możesz przyciągać to o czym marzysz za pomocą uczuć i nie zmuszaj się do innej wizualizacji. Po prostu wprowadź siebie w oczekiwany stan już teraz. Jeżeli wolisz słyszeć, bo jesteś słuchowcem, mów na głos to na czym Ci zależy, dokładnie opisuj za pomocą słów, co już posiadasz i dziękuj za to, że Wszechświat już cię tym obdarował.

6. Wyobrażaj sobie zawsze rezultaty końcowe, to co chcesz osiągnąć. Określ tak jak to widzisz i nie zastawiaj się nad drogą jaką będzie musiało przebyć twoje marzenie. To nie jest twoje zadanie. Tym zajmie się ktoś, kto ma większą moc, zadba o to, aby twoje wizje zrealizowały się w najlepszym dla ciebie momencie.

 

Dlaczego wizualizacja i prawo przyciągania nie zawsze działają?

Wiele osób liczy na cuda spadające z nieba wyłączając z procesu kreacji swoje działanie. Samo pozytywne myślenie i wizualizacja nie sprawią, że nagle staniesz się milionerem. Jeżeli w twojej podświadomości nagromadziło się wiele lęków i oporów, spełnienie twoich marzeń może być utrudnione. Prawo przyciągania, wizualizacja tak modne ostatnio, są często praktykowane w niewłaściwy sposób. Zdarza się tak, że prawo to, nie tyle, że nie działa, a przynosi odwrotne do zamierzonych skutki. Dlaczego?

Trzeba być dojrzałym i gotowym do przyjmowania obiektu pragnień. Proś o to, co chcesz, a będzie Ci to dane. Pod warunkiem, że wiesz czego chcesz, wiesz o co Ci chodzi i jesteś gotów, aby w pełni przyjąć to do siebie.

 

Co składa się na ową gotowość?

Gotowość nierozerwalnie wiąże się z otwartością. Kiedy chcesz, a tak naprawdę boisz się – wykluczasz możliwość realizacji tego marzenia. Bóg, kosmos, jakbyś nie nazwał tej twórczej siły, zawsze chce Ci dać to, czego pragniesz. Jest to naturalne prawo dostępne każdemu. W przyciąganiu przeszkadzać może wiele lęków, wyobrażeń, struktur, które kształtowały się i ugruntowały na przestrzeni lat. Nawet gdy wytrwale prosisz i wizualizujesz obiekt swych pragnień, możesz mieć poczucie odwlekania lub dostajesz coś zupełnie odbiegającego od ideału.

 

Dlatego spytaj siebie:

Czy jestem już gotowy, aby w moim życiu pojawiło się to, o czym tak usilnie myślę? Co mi przeszkadza w realizacji tego marzenia?

Kluczem do sukcesu jest doświadczanie w wizualizacji takich stanów emocjonalnych, jakie pojawiłyby się przy rzeczywistym spełnieniu danego marzenia. Ciągle myślisz o pracy? O nowym, upragnionym przedmiocie? Zacznij wyobrażać sobie i zwyczajnie czuć, że już pracujesz, że ta praca właśnie przyszła do Ciebie. Czy naprawdę jej chcesz, czy naprawdę czujesz się pewnie i dojrzale, aby się w niej odnaleźć? Jeżeli boisz się odpychasz od siebie przedmiot pragnień. Musisz skupiać się na tym czego chcesz, a nie na tym czego nie chcesz.

 

Do każdego celu prowadzi odpowiednia ścieżka, na którą składa się budowanie i odkrywanie własnych kompetencji i możliwości. Uskarżanie się, że kreacja nie działa, nie ma większego sensu, ponieważ umacnia postawę – nie udało mi się, ciągle jest to samo. Potrzebujesz cierpliwości, ale i dojrzałości, aby mieć to co rzeczywiście chcesz. Musisz odkryć narzędzia, możliwości, cechy potrzebne do realizacji marzeń, ale i również do utrzymania tego stanu rzeczy. To nie jest tak, że nic u Ciebie nie działa. Nie działa jedynie naturalność i przepływ energii – Twoje lęki i opory blokujące przyjście sukcesu. Najczęściej dzieje się więc tak, że otrzymujesz efekt w postaci Twojego pragnienia oraz mieszanki niepewności, niskiej samooceny i niegodności. Dlatego realnie nie jest tak pięknie, jakby mogło się wydawać. Bóg chce Ci dać wszystko, co jest dobre i korzystne dla Twojego rozwoju i innych. Najważniejsze jednak pytanie, na które warto sobie odpowiedzieć, to: czy chcesz przyjąć do swojego życia to, o co prosisz?

 

Aby wykreować to, czego potrzebujesz/pragniesz, powinieneś:

wiedzieć, o co ci chodzi i czego chcesz;

znać wszystkie za i przeciw danego celu;

wiedzieć, po co jest mi to coś potrzebne;

dopuścić do siebie pozytywne odczucia – poczuj się właśnie tak, jakbyś już to wszystko miał;

czuć się godnym i wartościowym, aby móc daną rzecz, sytuację przyjąć do swojego życia;

znać konsekwencje posiadania, doświadczania tego marzenia;

być skupionym na pozytywach;

znać swoje możliwości i kompetencje;

mieć świadomość, co możesz robić z daną rzeczą lub jak się czuć, zachowywać w danej sytuacji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: